Dziwny ptak

Dziwny ptak


Pałac Działyńskich - rezydencja miejska zbudowana w drugiej połowie XVIII w. początkowo należała do marszałka nadwornego litewskiego Władysława Gurowskiego. Stąd na fasadzie panoplia przedstawiające sceny wojenne. Na początku XIX pałac przeszedł w ręce rodziny hrabiów Działyńskich - patriotów polskich, znanych i znacznych mecenasów kultury, sztuki i edukacji. W miejscu tym przez dziesiątki lat organizowano patriotyczne spotkania, naukowe odczyty, wystawy związane z polską kulturą i sztuką, wystawiano także polskie spektakle teatralne. Chcąc zaznaczyć swoje działania na rzecz polskości Działyńscy postanowili nad swą poznańską rezydencją umieścić figurę egzotycznego ptaka - pelikana. Dlaczego pelikana? Z jednej strony: biały orzeł był w czasach pruskich nie do pomyślenia i nie do zalegalizowania. Zaś z drugiej - pelikan miał już wtedy jasne i jednoznaczne konotacje. Na podstawie pobieżnej obserwacji zachowań pelikanów, moszczących własnymi piórami, wyrywanymi z piersi ciepłe i wygodne gniazdo dla swych małych, kursowała od wieków powszechnie znana legenda: wierzono, że kropelki krwi, powstające przy wyrywaniu piór są świadectwem, że pelikan w braku innego pokarmu karmi małe własną krwią. Wątek ten wykorzystał w XIII wieku największy teolog średniowieczny, Św. Tomasz z Akwinu w śpiewanym do dziś hymnie “Adoro te devote” (”Zbliżam się w pokorze”). W jego 6. zwrotce padają słowa, skierowane do Jezusa: “Pie pelicane, Jesu domine, me immundum munda, tuo sanquine” (”Ty, co jak pelikan, krwią swą karmisz lud, przywróć mi niewinność oddal grzechów brud”). Z tego to powodu wyobrażenie pelikana znajdziemy w licznych kościołach, w bezpośrednim sąsiedztwie tabernakulum. Działyńscy, właściciele pałacu, którzy za Polskę zarówno walczyli (w powstaniu listopadowym), jak i ją “karmili” (organizując szkoły dla chłopów, finansując wydawanie książek, obejmując mecenatem poetów i zbierając pamiątki historii oraz kultury), stwierdzili, że dzieląc się swym majątkiem i narażając życie wykrwawiają się nie byle jak dla ukochanego narodu, “maluczkich” Polaków. Zatem na pamięć swych niemałych przecież zasług zażyczyli sobie pelikana u szczytu frontonu swojej rezydencji.


Jak postanowiono, tak zrobiono. Największy jednak problem napotkali wykonawcy - miejscowi rzeźbiarze. Otóż w I. połowie XIX wieku, gdy nie było jeszcze kolorowych czasopism przyrodniczych, ani podpatrującej życie egzotycznych zwierząt telewizji, w Poznaniu zaś jeszcze nie było Zoo, nikt za bardzo nie wiedział, jak tek egzotyczny ptak w istocie wygląda. Postanowiono zatem sporządzić rysopis ptaka na podstawie cech opisanych przez …. samego hrabiego. Miał to być ptak dzielny i odważny - stwierdzono, że najlepszym polskim odpowiednikiem miałyby być orzeł. Jednocześnie z opisów dostępnych w ówczesnych książkach wynikało, że jest to ptak wodny - ale byle jakiej kaczki lub czapli za przykład brać nie chciano: wzorem więc został szlachetny łabędź, jako że najpiękniejszy jest z ptactwa wodnego naszego klimatu. Poswatała tylko kwestia, jak te dwa gatunki połączyć w rzeźbie. Efekt okazał się nadzwyczajny i dotychczas niespotykany, a podziwiać go można do dnia dzisiejszego. Rzeźba przypomina orła z rozpostartymi skrzydłami i łabędzim dziobem - jest to zapewne nie lada gratka zarówno dla ornitologów jak i wielbicieli sztuki. Liczni przewodnicy miejscy, rozpoczynając objaśnianie Pałacu Działyńskich zadają turystom zagadkę, jakiego to ptaka widać na samej górze…. i mają pewność, ze nikt nie odpowie poprawnie. Niektórzy (bezpiecznie) deklarują nawet nagrody dla tych, co odgadną. Na pelikana dotąd nie wpadł nikt…